Dzień dobry, Moniko.
Mam nadzieję, że za Tobą dobre dwa tygodnie. Tyle mija właśnie od naszego poprzedniego spotkania, poświęconego konstruktywnemu wykorzystaniu gniewu i frustracji. Ciekaw jestem, czy moje spostrzeżenia sprzed dwóch tygodni pomogły w Twojej codziennej pracy. Pamiętaj, że możesz podzielić się ze mną swoimi refleksjami. ✉️ Odpowiadam na każdą wiadomość, o czym wie już wielu z Was. 🙂
Dziś opowiem o empatii, którą uważam za jedną z najważniejszych cech dyrygenta. Korzyści z bycia empatycznym są ogromne, ale warto też wiedzieć, że postawa ta niesie ze sobą pewne zagrożenia.
Krótko o empatii
Jesteś osobą empatyczną? Jeśli tak, to:
potrafisz interesować się drugim człowiekiem,
umiesz wczuć się w jego stan emocjonalny,
dostrzegasz i rozumiesz jego perspektywę.
Wydawałoby się – nic trudnego! Dlaczego zatem niekiedy tak ciężko być empatycznym?
Łatwo nie będzie
Empatia to piękna podróż do serca drugiego człowieka. Podróż pełna ostrych zakrętów i przeszkód. Oto skromny katalog wybranych cech, warunków i okoliczności, które mogą stanowić przeszkody we wspomnianej podróży:
brak czasu, zmęczenie, presja, stres, pośpiech, egoizm, lęk, wypalenie, frustracja, kontrola, dystans, obojętność, zawstydzenie, zamknięcie, rozproszenie, uprzedzenie, perfekcjonizm, samotność.
Wygląda na to, że niełatwo być prawdziwie i stale empatycznym. Czy zatem warto? Może wystarczy skutecznie prowadzić swój zespół i nie rozpraszać się ludzkimi problemami?
Dlaczego warto?
Empatia odżywia relacje w zespole. Buduje je, wzmacnia i pozwala rozkwitać.
Podłoże, na którym rosną relacje
Jeśli interesujesz się drugim człowiekiem, tworzysz z nim relację. Jest już nie tylko członkiem chóru, „głosem”. Staje się osobą, którą rozumiesz, poznajesz z różnych stron, zapamiętujesz jej sytuację życiową i problemy, znasz jej wartości.
Budulec zaufania
Wzajemne zaufanie to najpiękniejsze co można dać sobie w zespole. Ufający Tobie śpiewacy to skarb. Możliwość zaufania im, to coś wspaniałego. Empatia stopniowo i subtelnie buduje, a następnie wzmacnia poczucie zaufania w zespole.
Siła, która naturalnie wzmacnia zrozumienie i akceptację
Dzięki empatii dyrygent lepiej rozumie swoich śpiewaków. Dostrzega więcej. Więcej akceptuje. Podejmuje lepsze decyzje.
Dzięki empatii śpiewacy potrafią postawić się w sytuacji dyrygenta. Rozumieją wyzwania i trudności. Akceptują zrozumiałe potknięcia i pomyłki. Szanują hart ducha i prawdziwą mądrość. Dostrzegają w liderze Człowieka.
W naszej pracy empatia pomaga wyczuć nastrój grupy oraz jej poszczególnych członków. Pozwala zauważać zmęczenie, frustrację, ale też radość i entuzjazm. Ułatwia nam dostosowanie tempa i intensywności pracy, dobranie repertuaru, czy adekwatnego sposobu komunikacji. Sprawia, że próbę lub koncert prowadzimy nie tylko głosem i ciałem – ale także sercem.
Wachlarz postaw
Być może jesteś osobą, dla której to, co napisałem powyżej jest całkiem naturalne. A może nie? Może nie widzisz w tym większego sensu lub z różnych powodów nie czujesz się na siłach, by wejść z drugim człowiekiem w pozamuzyczną relację. Zwłaszcza, gdy tych relacji jest tyle, ile osób w Twoim zespole.
Przyjrzyjmy się czterem postawom, które na pewno odnajdziesz w środowisku dyrygentów chóralnych. Różnice między nimi decydują o charakterze i wizji rozwoju zespołu.
To chór. Tu się śpiewa.
Są dyrygenci, dla których liczy się efekt i osiągnięcie celu. Rozmowa, współczucie, zrozumienie są dla nich pojęciami abstrakcyjnymi w obliczu konieczności pracy nad poszczególnymi partiami, intonacją, rytmem, dyscypliną, prezencją itp.
Mówią, że tak trzeba…
Są dyrygenci, którzy nie wierzą w siłę empatii, ale o niej słyszeli. Niektórzy czują podskórnie, że dobrze by było wejść w bliższe relacje ze śpiewakami, ale uznają, że to nie ich świat. Może kiedyś? Na razie stwarzają pozory, dzięki którym zyskują sympatię i – być może – nieco lepsze efekty. Tu rzucą pytanie o to, co słychać, tam posłuchają przez chwilę o czyimś problemie. Gdy spojrzysz im w oczy widzisz jednak niecierpliwość i pewnego rodzaju przymus. Woleliby zabrać się do pracy i na tym poprzestać.
Empatia – mam to w genach
Są dyrygenci, którzy nie muszą zastanawiać się nad pojęciem empatii. Współodczuwanie, zrozumienie, zainteresowanie drugim człowiekiem mają we krwi. Czerpią z relacji, ale także ofiarowują siebie – swój czas, uwagę i wsparcie. Ich zespoły to żywe, piękne społeczności. Pełne życzliwości i wzajemnej sympatii. Efekty artystyczne nie są bezwzględnie stawiane na pierwszym miejscu, jednak – wbrew pozorom – często idą w parze z wysokim poziomem empatii w zespole.
Nie umiem, ale próbuję
Są dyrygenci, którzy chcieliby tworzyć piękne zespoły, ale nie mają łatwości kreowania empatycznych relacji. Jednak próbują, starają się i… zauważają efekty. Co tu kryć – nie każdy z nas miał tyle szczęścia, by dobre wzorce empatii wynieść z rodzinnego domu. Trzeba wówczas stanąć twarzą w twarz z trudnym wyzwaniem, jakim jest zrozumienie procesu i samodzielne nauczenie się empatii w dorosłym życiu.
Ciemne strony empatii
Empatia wydaje się szlachetna i czysta. Ma jednak swoje ciemne strony. Wybierając drogę współodczuwania i zrozumienia, musisz zachować odrobinę czujności. Najlepiej będzie, jeśli zapoznasz się ze znaną z ruchu drogowego Zasadą Ograniczonego Zaufania. Prowadząc samochód nie myślisz nieustannie o czyhających na Ciebie niebezpieczeństwach, przyjmujesz też założenie, że wszyscy znają uniwersalne zasady i będą się do nich stosować, zachowując się wobec siebie kulturalnie. Jednocześnie nie schodzisz poniżej poziomu czujności, który pozwoli Ci błyskawicznie zareagować na zachowanie kogoś, kto, świadomie lub nie, postąpi wbrew przewidywaniom, wbrew ustalonym zasadom.
Przełóż to na budowanie relacji w zespole i przemyśl. Co do zasady zakładasz dobre intencje, poszanowanie reguł, rozumienie hierarchii, pewną wspólnotę wartości. Zachowujesz jednak czujność, obserwując, słuchając i wyciągając wnioski. Tylko taka postawa pozwoli Ci uniknąć zagrożeń, które opisuję poniżej.
🔹 Z wzajemnością? Niekoniecznie
Nie każdy odpowie na Twoją otwartość. Bywa, że ludzie biorą, nie dając nic w zamian. Chętnie poczują się wysłuchani i zaopiekowani, ale gdy będziesz w potrzebie (gorszy dzień, jakiś osobisty problem, kłopoty w zespole) niekoniecznie zainteresują się Twoim samopoczuciem, a nawet wykażą brak zrozumienia. Niektórzy tak mają. Inni ulegają magii niezłomnego lidera, który radzi sobie ze wszystkim, jest matką lub ojcem zespołu i jako taki nie potrzebuje wsparcia jego członków. To pułapka, którą często zastawiamy na siebie sami.
🔹 Bezpłatna terapia
Niektóre osoby zdają się nie rozumieć, że drugi człowiek istnieje w swojej autonomicznej przestrzeni psychicznej. Także lider ma do niej prawo. Takie osoby wylewają swoje życiowe problemy bez jakiegokolwiek umiaru. Im bardziej są nieszczęśliwe, sfrustrowane, czy zagubione, tym większą mają potrzebę pozbycia się niewygodnych emocji. Można powiedzieć, że są tak skupione na sobie, iż nie liczą się z możliwościami, samopoczuciem i dobrostanem drugiej strony. Tobie, jako osobie prowadzącej zespół, takie kontakty mogą odebrać: energię, świeżość spojrzenia, cierpliwość, chęć pomocy i przestrzeń dla pozostałych osób. A stąd niedaleko już do emocjonalnego wypalenia.
🔹 Będziemy kumplami
Jeśli otwierasz się na swoich śpiewaków, wysyłasz czytelny sygnał zaproszenia: bądźmy bliżej, poznajmy się, możemy sobie zaufać. Są osoby, które mylnie utożsamiają go z zaproszeniem do likwidacji wszelkiego dystansu, barier, czy zasad kształtujących waszą współpracę. Jeśli nie zorientujesz się w porę, możesz liczyć się z podważaniem decyzji, brakiem respektu, próbami likwidowania dystansu wbrew Twojej woli, czy zmianą sposobu traktowania Ciebie, jako lidera. To zła droga. Wróćmy zatem do przywołanej wcześniej zasady i zachowajmy czujność, która pozwoli rozpoznać tego typu zachowania, i w porę, choć subtelnie, wskazać granice, których nie chcesz przekraczać.
🔹 Empatia, refleksja, granice
Empatia bez refleksji może wpłynąć negatywnie na cały zespół. Osoba przeszkadzająca w pracy ma obecnie problemy zawodowe, które odreagowuje podczas prób. Ktoś inny ciągle się spóźnia, tłumacząc, że zawsze taki był i trudno mu to przezwyciężyć. Jeszcze inna osoba kolejny raz jest nieprzygotowana – ma sporo innych zajęć. W takich sytuacjach Twoja empatia musi objąć też tych, którym powyższe zaniedbania szkodzą. Jeśli Ty lub inni członkowie zespołu cierpicie z powodu czyichś zachowań, należy wykazać się zrozumieniem, ale oczekiwać poszanowania ustalonych reguł współpracy. „Chętnie Cię wysłucham, by zrozumieć problem, ale musimy znaleźć rozwiązanie dla dobra nas wszystkich. Może dobrze byłoby… itd.”
Jak widzisz empatia wymaga uważności i świadomości. W przypadku dyrygenta i lidera dobre serce to trochę za mało. Chodzi o to, by będąc empatycznym, pozostać skutecznym.
Empatycznie i skutecznie
Miej granice – nie jesteś terapeutą ani rodzicem. Twoja empatia ma wspierać, ale nie obciążać.
Ceń swoją energię – dbaj o siebie, aby mieć z czego dawać.
Rozmawiaj otwarcie – empatia to także umiejętność powiedzenia „nie” – delikatnie, ale stanowczo.
Ustal zasady – zespół je uszanuje, jeśli będą czytelne i konsekwentnie stosowane.
Na empatię potrzeba czasu, otwartej głowy, wewnętrznej harmonii i spokoju. To trudne, zwłaszcza w dzisiejszych czasach. Żeby zatem być prawdziwie empatycznym, trzeba umieć zadbać o siebie. Wspominałem już o tym wielokrotnie i zapewne będę jeszcze nieraz wspominał.
Stwórzmy dla siebie takie warunki pracy, by nasza empatia mogła wypływać ze szczerego zainteresowania i zrozumienia. By nie była robieniem dobrego wrażenia, czy stwarzaniem pozorów zainteresowania. Gdy bowiem płynie z autentycznych intencji, staje się wartością budującą nas, naszych rozmówców i nasze zespoły.
Zastanów się przez chwilę:
Czy Twoja empatia wspiera rozwój Twojego chóru – czy może czasem go hamuje?
Czy będąc osobą empatyczną potrafisz wyznaczać granice?
Czy w Twoim zespole empatia cechuje się wzajemnością?
Życzę Ci wielu empatycznych osób wokół i mądrości w dawaniu siebie innym.

Dodaj komentarz