S01E14 – Spójrz w lustro, Twój zespół już tam jest

Dzień dobry, Moniko.

W chórze – a szerzej: w każdym zespole – nie da się odseparować osoby lidera od reszty grupy. To nie jest relacja neutralna. Nasz stan emocjonalny staje się punktem odniesienia dla wszystkich.

Możemy więc – nawet nieświadomie – wzmacniać w ludziach entuzjazm, skupienie i radość pracy. Albo przeciwnie – wprowadzać znużenie, chaos czy nerwowość.

Czy mamy wpływ?
Bez wątpienia w większości sytuacji możemy świadomie reagować na to, co się nam przydarza.

Możemy podjąć decyzję, co zrobimy z naszymi emocjami.
Możemy zdecydować, czym chcemy podzielić się z zespołem i w jaki sposób to uczynimy.
Nie potrzebujemy do tego specjalnych narzędzi. Na początek wystarczy świadomość, że to, co w nas, staje się tym, co w zespole.

Spójrz w lustro
Warto przeglądać się w swoim wewnętrznym lustrze. Uważne przyjrzenie się sobie pozwala dostrzec nasz aktualny stan psychofizyczny i nazwać to, co się w nas dzieje. Dopiero wtedy możemy świadomie decydować o tym, z czym przyjdziemy do naszych śpiewaków – i przewidzieć ewentualne następstwa naszego stanu i podjętych w związku z nim decyzji.

Oto najprostszy przykład:

Spotkało nas coś przykrego. Nie mamy humoru, czujemy złość. Zatrzymujemy się, by świadomie zauważyć i nazwać nasze emocje, a następnie podjąć próbę akceptacji tego stanu i jego zrozumienia. Wiedząc, co nas za chwilę czeka (próba, koncert, spotkanie towarzyskie), ustalamy, czy i w jakim zakresie będziemy dzielić się tym stanem z innymi. Przyjmujemy strategię zachowania i postępowania, która najlepiej posłuży nam i naszemu zespołowi.

Choć wygląda to na długi i skomplikowany proces, najczęściej trwa zaledwie kilka minut. Ma jednak ogromny wpływ na nas samych i otaczających nas ludzi.

Co ciekawe, cenne okazuje się też stanięcie przed tradycyjnym lustrem. Wyraz twarzy, postawa ciała, spojrzenie – znakomicie oddają nasz stan i przekazują sporo informacji.

Detektor nastroju
Można powiedzieć, że zespół prowadzi stały nasłuch, nieustanną obserwację. Jest wyposażony w bardzo czuły detektor nastroju, którego największa aktywność przypada na początek spotkania z dyrygentem.

Cały proces rozpoznawania emocji lidera, reagowania na nie i konsekwencji z nich wynikających podzieliłbym na cztery etapy:

Radar – pojawienie się lidera to krótka, ale intensywna chwila odczytywania jego emocji i zderzenia oczekiwań członków zespołu z aktualną rzeczywistością. Jeśli zazwyczaj pojawiamy się uśmiechnięci, ponury wyraz twarzy zostanie natychmiast zarejestrowany i spowoduje aktywację systemu ostrzegania.

Próba interpretacji – na tym etapie nasi śpiewacy próbują zinterpretować nasz nastrój, mimikę, postawę, zachowanie, słowa. To niekiedy mało komfortowy czas domysłów i poczucia braku stabilności. Generalnie lubimy przecież wiedzieć, na czym stoimy. Wolimy sytuacje przewidywalne. Zaskoczenie może być miłe (dyrygent w wyjątkowo dobrym nastroju), ale równie dobrze nieprzyjemne.

Dystans i czujność – jeśli stan i emocje lidera są trudne do odczytania, jeśli niełatwo je zrozumieć i odnaleźć się w sytuacji, następuje naturalne zdystansowanie się zespołu do dyrygenta. Skoro jako śpiewak nie wiem, czego się spodziewać, nie mogę w pełni zaufać i poczuć się bezpiecznie oraz oddać moim zadaniom, muszę pozostać w pewnego rodzaju oczekiwaniu, czuwaniu, postawie zabezpieczającej mój dobrostan na wypadek zaskakujących zwrotów akcji.

Konsekwencje – najdłuższy etap. To na nim zbieramy plon tego, co jako liderzy zasialiśmy. Jeśli od początku – o czym już pisałem – świadomie kierujemy sytuacją, konsekwencje utrzymujące się przez większość spotkania z zespołem nie będą dla nas zaskoczeniem. Jeśli pozwoliliśmy emocjom zapanować nad naszym zachowaniem, słowami i reakcjami, to na etapie konsekwencji jest już najprawdopodobniej za późno na znaczącą korektę i poprawę atmosfery. W negatywnym wariancie mogą pojawić się wśród śpiewaków złość, niecierpliwość, zniechęcenie do pracy itp.
Autentyczność czy fasada?
Zespół zawsze odbija jak lustro emocje lidera. Nawet jeśli staramy się udawać, że wszystko jest w porządku, niewerbalne sygnały zdradzają nas bardziej niż słowa.

Psychologowie mówią o neuronalnym lustrze – naturalnym mechanizmie, dzięki któremu mimowolnie naśladujemy emocje i nastroje innych. W praktyce oznacza to, że nasza mina, ton głosu czy sposób, w jaki kładziemy nuty na pulpicie, stają się dla zespołu punktem odniesienia.

Atmosfera zespołu to echo emocji dyrygenta.

Czy zatem, aby osiągnąć oczekiwane rezultaty, musimy nieustannie udawać kogoś innego i okazywać coś, czego nie czujemy?

Otóż nie. Nie chodzi o to, żeby zakładać maskę i na przykład zawsze udawać entuzjazm. Zespół potrzebuje lidera autentycznego. Ale autentyczność nie oznacza przerzucania własnych problemów na innych. Jeśli przynosimy na próbę nerwy z pracy, uczelni czy prywatne kłopoty, grupa natychmiast to wyczuwa – choć nie ma pojęcia co się stało.

Stąd, jak już wspomniałem, ważna jest mądra, świadoma i zgodna z naszym wewnętrznym głosem decyzja, czego, w jakim zakresie i w jaki sposób pozwolimy doświadczyć zespołowi. Jej fundamentem jest nasze wspólne dobro. Nasze – czyli zespołu (wraz z jego liderem), ale i samego lidera.

Warto więc rozróżniać:

– co jest sensowną szczerością (np. przyznanie: „Dziś mam ciężki dzień, ale nie damy się – spróbujmy razem przejść przez ten materiał.”),

– a co jest niepotrzebnym obciążeniem (np. wybuch zupełnie nieuzasadnionej złości).

Praktyczne rady
Nie mamy wpływu na wszystko, co nas spotyka. Ale mamy wpływ na to, „jakim krokiem wejdziemy do sali prób”. Kilka prostych praktyk naprawdę zmienia wiele:

Chwila przed wejściem – 30 sekund na oddech, zamknięcie oczu i decyzję, jaką energię warto dziś dać śpiewakom.

Świadomy początek – nie tylko „cześć” czy „dzień dobry”, ale ton głosu, pierwsze spojrzenie na zespół, pierwsze gesty. To buduje atmosferę całego spotkania.

Systematyczna autorefleksja (na przykład w przerwie lub pomiędzy próbami) – pytanie do siebie: czy to, co teraz robię, pomaga zespołowi, czy go obciąża?
Bycie liderem nie oznacza, że musimy być zawsze w świetnej formie. Ale oznacza, że nasz stan nigdy nie jest obojętny. Chór – podobnie jak każde inne grono ludzi – odbija nas jak lustro. I to, co widzimy w nim później, zaczyna się od nas samych.

Pocket Masterclass #6

Wspólny oddech to brama do świata wokalnej magii. Sprawdź, jak oddychasz. Czy Twój oddech oddaje ducha, rytm, energię, puls utworu, nad którym masz zamiar pracować? Sprawdź, czy śpiewacy naprawdę oddychają z Tobą – nie czy nabierają powietrze na znak, ale czy przechodzą przez ten proces w doskonałej synchronizacji z Tobą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *