Dzień dobry, Moniko.
Czy zadajesz sobie czasem pytanie, na ile warto się otworzyć przed swoim zespołem? A może nie zajmuje to Twoich myśli, ponieważ relacje zostały już ustalone lub „same” się ukształtowały?
Z mojego doświadczenia wynika, że ten temat istnieje, nawet jeśli o nim nie myślimy. A nasze postępowanie w tym zakresie ma swoje konsekwencje. Często bardzo poważne.
Zbierzesz to, co posiejesz.
Zarówno otwartość, jak i dystans, przyniosą konkretny plon.
Na końcu dzisiejszej wiadomości umieszczam link do subiektywnego zestawienia zysków i strat, które pomaga znaleźć odpowiedź na następujące pytania:
👉🏻 Co zyskujemy otwierając się na zespół?
👉🏻 Jakie zagrożenia niesie pełna otwartość?
👉🏻 Czy i gdzie warto stawiać granice?
Zanim do niego przejdziesz, przyjrzymy się bliżej samemu zagadnieniu otwartości.
Dylemat lidera
Czy czujesz, podobnie jak ja, że istnieje w nas naturalna potrzeba otwierania się, bliskości, budowania prawdziwych i głębokich relacji? I że im bardziej musimy ją tłamsić – co robimy w wielu miejscach i sytuacjach – tym bardziej domaga się ona zaspokojenia?
Kiedy ludzi łączy muzyka i wspólne przeżywanie związanych z nią emocji, pojawia się chęć zmniejszenia dystansu, otwarcia na innych, zaangażowania ponad ustaloną rolę lidera. I tu napotykamy dylemat – otworzyć się, wystawiając na oczywiste ryzyko dotknięcia, niezrozumienia, zaistnienia niewygodnych sytuacji, czy zachować „bezpieczny” dystans? A co, jeśli wybierając dystans, stracimy szansę na piękne emocje, szczere wsparcie i zrozumienie?
To realny problem, którym możemy nie zawracać sobie głowy dopóki wszystko idzie dobrze. Jednak prędzej czy później nasza postawa wobec zespołu przyniesie określone rezultaty. Czy takie, których oczekujemy? Może warto zatem podejść do tego zagadnienia świadomie?
Różni ludzie, odmienne reakcje
Dlaczego otwartość niesie ze sobą ryzyko? Odpowiedź jest prosta: pracujemy w grupie. Są w niej bardzo różni ludzie. To sprawia, że jako liderzy spotkamy się z różnymi reakcjami na swoją otwartość. Nie zawsze takimi, których oczekujemy. Trzeba być na to gotowym.
Na pełnym luzie?
Możesz powiedzieć, że każda sytuacja czegoś nas uczy, zatem nie ma sensu przewidywać – trzeba „iść na żywioł”, robić to, co nam „w duszy gra” i zobaczyć, co z tego wyniknie. Rozumiem. Pytanie tylko, czy na pewno masz siłę, by stawić czoło każdej trudnej sytuacji i wyciągnąć z niej coś dobrego? Czy masz pewność, że dzisiejsze poczucie wewnętrznej mocy, będzie równie silne za tydzień, za miesiąc? Co zrobisz w czasie wewnętrznego kryzysu, gdy wcześniejsza spontaniczna otwartość zacznie uwierać i przynosić negatywne rezultaty?
Moje doświadczenie
Dla pełnej jasności – nie krytykuję spontaniczności, nie namawiam do nieustannej czujności. Zachęcam tylko do pomyślenia. I wyciągania wniosków.
Mam za sobą wiele lat artystycznych doświadczeń. Znam bolesną cenę dystansu, ale i związane z nim korzyści. Znam piękno, radość i niesamowitą energię płynącą z otwartości, poznałem jednak także jej przykre konsekwencje.
Dziś mam poczucie, że najmądrzejsza jest równowaga i dostosowanie stopnia otwartości do środowiska, w którym się znajdujemy. Gdybym jednak musiał wybrać – wybrałbym otwartość. Dlatego, że jest ona zdecydowanie bliższa moim wartościom i niesie ze sobą życiodajną energię. Tę samą, którą przesadny dystans potrafi z człowieka wyssać właściwie do zera.
Co zależy od Ciebie?
Bardzo wiele. Jako dyrygent masz większą moc oddziaływania. Specyfika naszej pracy sprawia, że słucha się nas i obserwuje ze wzmożoną uwagą. Możemy okazywać szczerą serdeczność, otwierać się na innych, dzielić sobą i w ten sposób promieniować na nasze otoczenie. To działa! Dlatego, że każdy z nas pragnie serdeczności, życzliwości, uśmiechu i szczerości. Podaruj otaczającym Cię osobom swoją autentyczność (w dawce, którą uznasz za stosowną), a szybko zobaczysz niesamowite rezultaty.
A co z ludźmi?
Równie dużo zależy od nich. Są osoby, których nie przekonasz. Są też takie, wobec których nie warto podejmować starań. Szybko poczujesz, że nie interesuje ich twoja otwartość, a jedynie to, co mogą „ugrać” dzięki „właściwej” relacji z Tobą. W takiej sytuacji dobrze sprawdzi się dystans, ale taki, w którym nie giną Twoje wartości i przekonania. Nadal kierujesz się życzliwością i szczerością, ale nie usiłujesz obdarowywać nią w równym stopniu każdego. Widać nie każdy ma potrzebę budowania bliższych relacji. Tak już jest i pewnie zawsze będzie.
Jak kształtować otwartość
Polecam spokój i rozwagę, ponieważ bycie liderem to jednak pewnego rodzaju rola, misja, zadanie. Rola ta wymaga od nas świadomości, planowania, strategii, przewidywania i rozumienia konsekwencji naszych działań i decyzji. Wchodźmy w tę rolę w zgodzie ze swoimi wartościami – to bardzo ważne, to autentyczność, o której pisałem ostatnio. Nie ulegajmy jednak pokusie całkowicie spontanicznego i beztroskiego otwarcia się na wszystkich wokół.
Trzeba pamiętać, że nie każdy powinien mieć możliwość zajrzenia do naszego wnętrza, poznania naszych emocji, problemów, a także naszych poglądów na różne sprawy.
Podstawowa otwartość, pewnego rodzaju empatia, powinna być skierowana do całego zespołu. Ale na tej bazie należy różnicować dalsze otwarcie, zależnie od konkretnej osoby.
Często jest to proces, w którym nasz stosunek do zespołu (niezależnie od relacji z poszczególnymi osobami) zmienia się w czasie, na przykład od początkowego, bezpiecznego dystansu przez stopniowe otwarcie, po serdeczną i bliską relację. Ten proces kształtujemy sami w jasno określonym kontekście. Wiele zależy tu od ludzi, z którymi pracujemy, ale także od tego, co im oferujemy. Jakich siebie zamierzamy im dawać.
Zachęcam Cię do spojrzenia na dotychczasową pracę z perspektywy dzisiejszych rozważań i podzielenia się swoim doświadczeniem. 📩
Jak w Twoim zespole wygląda kwestia otwartości i stawiania granic? Co u Ciebie działa najlepiej? Jak otwartość, dystans lub ich połączenie, kształtują Twoją codzienną pracę?
Chętnie przeczytam Twoje refleksje.
Nowość!
Od dziś, wraz z każdym kolejnym „czwartkiem”, otrzymasz ode mnie w prezencie część mojego doświadczenia dyrygenckiego. Konkretną wskazówkę zachęcającą do przemyślenia danego zagadnienia. Oto pierwsza z nich:
Pocket Masterclass #1
Pomyśl o swoich dłoniach. Tylko o dłoniach. Odkryj potęgę małych gestów. Czy wiesz, jak wiele możesz stworzyć operując ruchem samych palców, gestem eksponującym spód i wierzch dłoni, ułożeniem nadgarstka? Większość z nas nie wykorzystuje nawet połowy możliwości swoich dłoni.

Dodaj komentarz